Administracja | [ Zaloguj ]

„Przeżywanie śmierci. Jan Paweł II odchodzi”

Fragmenty

o. GRZEGORZ CHRZANOWSKI OP

Ojciec Święty żyjąc pokazywał, co to znaczy żyć, umiera­jąc pokazuje, co znaczy umierać. To, że będąc chorym nie zrezygnował z bycia głową Kościoła i że teraz informacje o stanie jego zdrowia są czymś jawnym, też o czymś świad­czy. On pokazuje, jak chorował, może nawet właśnie jak umierał. Jak odważnie do tego podejść. Śmierć jest naj­większą, najtrudniejszą próbą dla człowieka, chyba że jest przeżywana całkiem nieświadomie. Ojciec Święty prze­żywa ją świadomie; jest przytomny, spokojny, modli się. Jakby świadomie przygotowuje się do momentu spotkania z Bogiem. Myślę, że to też jest taka lekcja, by na śmierć patrzeć z nadzieją – z tą eschatologiczną nadzieją.

ks. TADEUSZ ZALESKI

Ta wizyta była już kolejnym krokiem na drodze dialogu.

Kościół ormiański stracił łączność z Rzymem prawie tysiąc sześćset lat temu, w czasie Soboru Chalcedońskiego w 1450 roku. Były później próby zawiązania unii (między innymi w Polsce, gdzie diecezja lwowska przyjęła unię z Kościołem rzymskim), ale dziewięćdziesiąt pięć procent Ormian to są nie katolicy.

Ojciec Święty nawiązał dialog z katolikosem Wazgenem I, a potem z Gareginem I. Warto przypomnieć, że kie­dy Ojciec Święty był w Ojczyźnie w 1999 roku, zamierzał prosto z Polski lecieć do Armenii, bo wtedy akurat zacho­rował śmiertelnie Garegin I. Niestety, nie zdążył. Katolikos zmarł. Podczas pielgrzymki do Armenii Papież złożył wieńce na grobach obu wspomnianych katolikosów.

W ciągu zaledwie kilku lat zrobiono milowe kroki w kierunku ekumenizmu, połączenia tych Kościołów, albowiem w 1996 i w 1999 roku Jan Paweł II i katolikosi podpisali dwie, szalenie ważne, deklaracje, w których wza­jemnie uznano wszystkie sakramenty, sukcesję apostolską i powiedziano wyraźnie, że Kościół ormiański i Kościół ka­tolicki wierzą w tego samego Chrystusa, szanują nawzajem swoje tradycje i że te tradycje sobie nie zaprzeczają, lecz przeciwnie: Kościół ormiański i Kościół katolicki uzupeł­niają się wzajemnie.

Ojciec Święty będąc w Armenii podkreślał wszystkie te elementy, które nas łączą; i to było chyba najpiękniejsze, że mówił o tym, co łączy, a nie o tym, co dzieli.

DANUTA MICHAŁOWSKA

Zupełne zaskoczenie: Karol Wojtyła w sutannie. Ta sutan­na zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, bo – wiedziałam, oczywiście, że on studiuje teologię i że ma być księdzem, ale widok kolegi, z którym byłam dosyć zżyta, przez wiele lat spotykaliśmy się – on przeważnie chodził wtedy w ta­kim drelichu roboczym (bo albo wracał z pracy w kamie­niołomach albo jechał do tego kamieniołomu wieczorem po próbie na nocną zmianę), no i tu nagle: w sutannie.

To nie było to żadne wielkie spotkanie. To było „dzień dobry”, „dzień dobry”, „co tu robisz” (gdzieś tam schodzi­li, ja idę do biblioteki), tyle było rozmowy.

Natomiast następne spotkania miały miejsce, kiedy już wrócił ze studiów zagranicznych, a potem z pracy w podkrakowskiej Niegowici. Był wtedy wikarym w ko­ściele świętego Floriana. (…) Z kolei Teatr Rapsodyczny mieścił się pod numerem piątym, czyli dzieliła kościół świętego Floriana od Teatru Rapsodyczne­go tylko jedna kamienica: numer trzy, więc było to bliskie sąsiedztwo. I Karol czasem – bardzo rzadko, bo był bardzo zajęty swoją pracą duszpasterską, miał tam swoje zadania i tak dalej – przychodził po spektaklu na taką pogawędkę koleżeńską. W dużej mierze z grupą już nowych kolegów, bo zespół znacznie się powiększył. Oczywiście niezależnie od tego bywał na spektaklach, oglądał wszystkie chyba spektakle rapsodyczne.

Ale tak naprawdę, to bliższe kontakty zaczęły się dopie­ro od momentu, kiedy został arcybiskupem i organizował w okresie Bożonarodzeniowym tak zwane „opłatki”, na które zapraszał świat artystów, ale takich najrozmaitszych artystów. Z najrozmaitszych kręgów, co mnie troszeczkę zaskakiwało, bo, na przykład, pamiętam pierwszą moją wizytę na opłatku. Gdzieś tam brałam udział w uroczysto­ściach z okazji rocznicy rewolucji październikowej czy li­stopadowej (bo to tam takie dwie daty są, w każdym razie: tej rewolucji, o której Majakowski napisał poemat Dobrze) i tam głównym organizatorem był jakiś Pan, którego nagle ja zobaczyłam na tym opłatku u kardynała; i to mnie bar­dzo zaskoczyło.