Administracja | [ Zaloguj ]

„Kraina wdzięków. III Jarosławska Noc Poezji”

Wybór wierszy

Krystian Kamecki

Kropla krwi

Spoczywa spokojnie
Obraz majestatu
Spływa powoli
Znak szlachetności

Zmęczenie

Nogi nie wytrzymują ciężaru ciała
Każdy ruch sprawia ból
Powieki coraz cięższe
Przede mną niepokój
Nie sen…
 Ciało naszym istnieniem?
Nie –
Nasze „ja” – dusza
Nieśmiertelna?

Arkadiusz Bulik

Samotność
Mironowi Białoszewskiemu

Przypadkowy szept
Przypomina słownikowanie o poranku
Jesienność doskwiera
W samotności
Kolejne dni jakby wyrwane
Z niezbyt – księżycowych liści
A teraz cicho – sza
Na wyrwano – zabrudzonej kartce

Zofia Freudenberger

Moja jesień

Pomyliłaś sobie pani, moja złota ty jesieni,
co oplatać masz swą nicią,
w jaką barwę formę zmienić…
bo na razie stwierdzam z bólem, nawet z żalem,
że ty w swym bajecznym karnawale
taka jesteś roztańczona.
Taka jesteś… ciut frywolna,
że miast listki krzewów pieścić,
oplątujesz me ramiona.
Pętasz nogi, mroczysz oczy –
coraz słabiej patrzę przez nie (ale widzę).
Coraz trudniej raźno kroczyć,
zasnąć trudno w noc i we dnie…
Czemuż się tak bardzo dziwię?
Czemuż całam w niepokojach?
Przyszła do mnie, wreszcie przyszła!
Moja jesień, tylko moja!

Magda Osiadły

Noc poetów
(po I Jarosławskiej Nocy Poezji w 2007 r.)

Na magicznej posadzce
gdzie Orsetti  stąpali
Noc Poezji
w lustrach tańczyła
Lotki z obłoków łapała
gołębiami się otaczała
róże poetom rozdawała
beztroska w tańcu
z życiem się łączyła

W starym kredensie
cukier schowała
potem przysiadła

I siebie i serce
pragnie oddać w darze
aż z  portretów patrzą
zadziwione twarze

Andrzej Dolina

Miasto wdzięków
(30 IX 1968 r.)

Nad brzegiem rzeki miasto wdzięków w górze
Mostem wzniesionym nad Sanu wody
Wjechał do niego chłopiec w marzeń chmurze
czył się - tęskniąc do wiejskiej zagrody

Trzeciego Maja przebiegał ulicą
Obok gmach duży, społeczny Sokoła
erkał na barwne dziewczęce spódnice
Wiatr pól nucił mu - ku dalom go wołał

Zielone łąki ciągle mu się śniły
Dla Julki rzucał skryte serca róże
Jeszcze zbyt mało miał realnej siły
Miękką głową chciał przebić okno w murze

Witryny sklepów blaskiem go nęciły
W kiosku tytuły gazet odczytywał
Serca rojenie po chmurach nosiły
Ciągle w tęczowym świecie znów przebywał

Na wspólnej sali w bursie Kopernika
Mieszkał z gromadą chłopięcą, burzliwą
urt porywów go samotnie przenikał
Odludnie kroczył w smugę snów złudliwą

Niedziela pułku orkiestrą pamiętna
Gdy trąby grały ponad miasta wieże
Myśl z serca wlana w snów rycerskich tętna
Do kościoła szli w plutonach żołnierze