Administracja | [ Zaloguj ]

„Jan Zaleski. Kronika życia”

Ze wstępu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego

Pamiętam to biurko i pochyloną nad nim sylwetkę Ojca, gdy po raz kolejny czytał utwory Aleksandra Fredry. Zdarzało się, że – oderwany od pracy przez głośne zabawy swoich pociech – wychodził ze swego pokoju, by zaprowadzić porządek. Później, kiedy byłem już starszy, zostałem dopuszczony do tajemnic ojcowskiego biurka. I jego dzieciństwa na Kresach. Godzinami, nieraz długo w noc, rozmawialiśmy o tym świecie, którego już nie było, a który dla niego pozostał krainą szczęśliwości. Odtwarzał ją na kartkach z bloku: rysował swój dom rodzinny w Monasterzyskach, płot, drzewa w sadzie i opowiadał o zapachu czeremchy i bożonarodzeniowej kutii. (s. 9)

 

Od niego uczyłem się postawy nieugiętego karku. Gdy w 1975 roku, tuż po wstąpieniu do seminarium duchownego, zostałem powołany do służby wojskowej, Ojciec odwiedzał mnie w jednostce – dopóki zdrowie mu na to pozwalało. Przełożeni napastowali go, zarzucając mu, iż źle wychował syna. Wiedziałem jednak, że on jest ze mnie dumny, że akceptuje mój wybór. Do płaczącej mamy mówił: Lepiej, że to Tadzikowi dzieje się krzywda, aniżeli on miałby kogoś krzywdzić. (s. 11)