Administracja | [ Zaloguj ]

„Jan Zaleski. Kronika życia”

Fragmenty

1926

15 stycznia (piątek) Urodziłem się u dziadków Zaleskich w Monasterzyskach przy ul. Mokre 5. Chrzest w kościele parafialnym pw. Narodzenia NMPanny w Korościatynie. Rodzice chrzestni: Antonina Zaleska, druga żona brata dziadka Tomasza, oraz Józef Muraszka, brat matki. Dla rodziców byłem pierwszym dzieckiem, a dla dziadków Zaleskich i Muraszków pierwszym wnukiem. Ton rodzinie (na wskroś polskiej) nadawał dziadek Antoni Zaleski „Hunder”, człowiek energiczny i pracowity, ale mający – w przeciwieństwie do swego brata Tomasza – trudny charakter. Uważał się za, pożal się Boże, szlachcica.

1941

Z początkiem lipca znalazłem w krzakach w Zołotnyckiej trzy porzucone rosyjskie karabiny. Śmiertelne przerażenie Jasia Czuczaka. Karabiny te zabrał i schował Ludwik Drużga; przydały się w czasie organizowania samoobrony przed Ukraińcami.

Jeszcze przed ostatecznym wycofaniem się Rosjan znalazłem przy rozbitym samochodzie piękne, rosyjskie szachy. Brakowało trzech figur, które dorobiłem. Były to moje pierwsze szachy oryginalne; przedtem rzeźbiłem sobie figury-potworki i grałem z Józkiem Iwaniukiem. Znalazłem też porzucony przez Rosjan egzemplarz zawierający wybór dramatów Karpenki-Karego (Tobilewicza) w języku ukraińskim. Była to dla mnie urocza lektura, pierwsza w moim życiu literatura dramatyczna.

1945

Czerwiec Ostatnie miodobranie w naszej pasiece, w którym pomaga nam znany pasiecznik p. Warzybok z Beczowy. Matka zbiera plony, jakie się da, na naszej działce i powoli przygotowujemy się do wyjazdu na Ziemie Zachodnie, gdyż coraz bardziej staje się oczywiste, że dla nas tam miejsca nie ma. Prawo do naszej ziemi rodzinnej wywalczyli sobie toporami w ciężkim trudzie miejscowi Ukraińcy, a także ich „wyzwoliciele” Rosjanie.

Gwoli sprawiedliwości należy zaznaczyć, że niektórzy miejscowi Ukraińcy okazywali nam w tych ciężkich chwilach sporo ludzkich uczuć. Np. sąsiad Wasyl Paruboczy namawiał nas, żebyśmy zostali, nie jechali przed zimą w nieznane. Proponował, aby zamieszkać u niego, póki stosunki się nie unormują, a on nas będzie bronił przed rębajłami, wobec których świadczyć będzie, że jesteśmy porządnymi ludźmi. Sądził naiwny, że jego nacjonalistyczni pobratymcy usłuchają go. Tacy jednak jak Paruboczy byli stosunkowo nieliczni.

Już latem zaczęli przyjeżdżać w nasze strony Łemkowie. Do Monasterzysk przyjechało wiele rodzin z Krynicy. Byli bardzo mili, kulturalni, pięknie mówili po polsku (lepiej niż nasi Polacy) i chętnie przyjaźnili się z Polakami, odnosząc się z wielką nieufnością do miejscowych Ukraińców (z wzajemnością). Zaprzyjaźniła się z nami rodzina łemkowska pp. Węgrzynowiczów z Krynicy. Dużo nam pomagali. Mówili z takim sentymentem i miłością o Krynicy, gdzie mieli wille, namawiali nas, byśmy jechali w ich strony rodzinne.

Po załatwieniu formalności wyjazdowych miejscowe władze ukraińskie zaczęły nas formalnie szykanować. Twierdziły, że na każdą zabieraną rzecz trzeba odrębnego zaświadczenia, jakie wydawano za słoną opłatą. Matka zdobyła jedno takie zaświadczenie wypisane na świstku papieru, bez pieczęci, podpisane czerwonym ołówkiem przez „hołowę” (po ukr.: „głowa”, czyli przewodniczący rady) Monasterzysk, niejakiego Wahusa (pochodził z pobliskiej wsi o nazwie Nowa Huta). Następne zaświadczenia fabrykowałem już sam, podrabiając udanie kulfoniaste podpisy „hołowy”. Dokumenty pisałem atramentem otrzymywanym z soku z czarnych czereśni, podpisywałem odpowiednio zatemperowanym czerwonym ołówkiem stolarskim.

W takie dokumenty zaopatrzyłem jeszcze kilku sąsiadów. Oczywiście później okazało się, że o takie zaświadczenia przy wyjeździe nikt nas pytał. Był to wymysł miejscowych władz.

 

Odpis karty ewakuacyjnej nr 26229/588, wydanej 12 września 1945 r. Rozalii Zaleskiej przez Pełnomocnika Tymczasowego Rządu Rzeczpospolitej Polskiej:

Wraz z nią ewakuuje się następujących członków rodziny: Zaleski Jan s. Jana (stosunek do głowy rodziny: syn; miesiąc i rok urodzenia: 1926), Zaleska Helena Wanda c. Jana (stosunek do głowy rodziny: córka; miesiąc i rok urodzenia: 1932), Zaleski Zdzisław s. Jana (stosunek do głowy rodziny: syn; miesiąc i rok urodzenia: 1935). Obywatelka Zaleska Rozalia, c. Jana, przewozi ze sobą: koni – jeden, rogacizny – jedna, świń – nic, kóz – nic. Inwentarz: pługów – jeden, wóz, brony, siewników – nic, żniwiarek – nic, produktów żywnościowych – 20 cetnarów, w tym ziarna i produktów żywnościowych – 10 cetnarów, przedm. użytku domowego – 10.

1953

5 marca O godz. 21.50 zmarł Józef Stalin. Kiedy dowiedzieliśmy się z Władkiem Zielińskim o śmierci tego przeklętego despoty, wpadliśmy w szał radości. Przeczuwaliśmy już wtedy nadchodzące zmiany.

W następnym dniu zawieszono zajęcia na uczelni, spędzono nas razem w jakiejś dużej sali i bwieszczono to, o czym już od wczoraj wiedzieliśmy. Koleżanka Jadzia P. lała potoki śluz na falujący wzruszeniem biust, a ja zagryzałem wargi do krwi, żeby na ten widok nie wybuchnąć śmiechem.

9 marca Pogrzeb Stalina. Katowice przemianowano na Stalinogród; Pałac Kultury i Nauki nazwano im. Stalina. W Krakowie jego imieniem przemianowano ulicę Kolejową (obecna Westerplatte).

 

Ze wstępu Jana Zaleskiego do „Języka Aleksandra Fredry”:

Język Fredry fascynował mnie od dawna, od czasu, kiedy jeszcze w szkole średniej uczyłem się niektórych jego utworów na pamięć, odstawiając Kapelanów i Milczków w teatrzyku szkolnym, prowadzonym przez niezrównanego pedagoga Stanisława Jedlewskiego, obecnie docenta Uniwersytetu Warszawskiego. A kiedy szukając w literaturze form wołacza w funkcji mianownika, typu <Stasiu czyta>, znalazłem wszystkie dialektyzmy, występujące w twórczości pisarza kresowego. W końcu jednak rozejrzawszy się dokładnie w jego utworach, powziąłem zamiar opracowania pełnej monografii językowej największego, naszego komediopisarza.

 

Z listu Jana Zaleskiego do Anieli Muraszki z 8 czerwca 1965 r.:

Promocja odbyła się bardzo uroczyście według zasad i form sięgających swą tradycją jeszcze czasów jagiellońskich z XV wieku. Było nas dziesięciu doktorantów, w tym trzy kobiety; wszystkich ustroili w togi, przypominające bardzo sutanny, i w birety też podobne do księżych. Sekretarka z dziekanatu twierdziła, że ze wszystkich doktorantów najbardziej wyglądam na księdza. Potem w asyście odpowiednio ustrojonych pedli wprowadzono nas po kolei do auli przed rektora i dziekana, gdzie na oczach licznie zgromadzonej publiczności składaliśmy ślubowanie na wierność nauce i uniwersytetowi. Tekst promocji odczytał promotor po łacinie, w tym też języku składaliśmy przyrzeczenia. Przypominało to trochę święcenia kapłańskie i prymicje, bo też stad wywodzą się tradycje uniwersytetu (…).

Po promocji jedna z doktorantek podeszła do mnie i zapytała, czy ona się nie przesłyszała, że się urodziłem w Monasterzyskach, bo ona też pochodzi z tej miejscowości (…). Tak to czasem w najmniej spodziewanych momentach i okolicznościach ludzie się po latach spotykają.

 

1976

 

17 czerwca Boże Ciało. Pod Wawelem był ołtarz ozdobiony naszą szablą, wypożyczoną od nas przez młodzież „oazową”. W Poznaniu 45 alumnów-żołnierzy maszeruje w procesji.

Z listu Jana Zaleskiego do Anieli Muraszki z 17 grudnia 1976 r.:

Maszerowali w procesji przed celebransem, a w Rynku przy polowym ołtarzu wszyscy służyli do mszy św., którą odprawiał ks. kardynał Filipiak z Rzymu. Był to podobno widok, jakiego poznaniacy nie oglądali jeszcze po wojnie.

21-25 czerwca Pięciodniowa kroplówka w przychodni AM. Egzaminy w uczelni.

24 czerwca Premier Jaroszewicz ogłosił w wieczornym dzienniku telewizyjnym drastyczną, totalną podwyżkę cen żywności (chleba, mąki, mleka) np. cenę mięsa przeciętnie o 69 %!

Egzaminy magisterskie. Wypromowaliśmy trzynastu magistrów z mego seminarium.

25 czerwca W zagadkowych okolicznościach premier odwołał podwyżkę. Podobno cały kraj ogarnęła fala strajków. W Radomiu spalono gmach KW partii.

26-27 czerwca Władze urządziły wiece w całym kraju, na których w sposób programowy opluto robotników strajkujących. Na wiecach wykrzykiwały różne szmaty ludzkie np. „poeta” Dobrowolski, a nawet niektórzy „naukowcy”.

Terenia pojechała do Biedruska. Nie zobaczyła się z Tadzikiem, gdyż dowództwo wsadziło go do aresztu w dniu 22 czerwca profilaktycznie przed planowaną zmianą cen. Miał zaległy areszt plus nowy. Przesiedział łącznie piętnaście dni. „Odkomenderowano” go z czterema „kabelkami” do remontu koszar w Brzegu. Jest to jawna izolacja go od grupy kolegów seminarzystów.